środa, 3 grudnia 2014

39. To...nic.

***perspektywa Eleny***



Moja sytuacja była beznadziejna.  Wszystko było beznadziejne. Kolejna osoba,  której bezgranicznie ufałam wykorzystała mnie. A w każdym razie chciała i niewiele brakowało by doszło do czegoś więcej.  I to nie tak,  że ja tego chciałam po prostu straciłam kontrolę nad całą sytuację. Tak właściwie było. Po tym wszystkim co mnie spotkało w Polsce powinnam wiedzieć kto jakie ma w stosunku do mnie zamiary. Przynajmniej takie jakie miał Alex oraz Marcin .
Moja lista w dosyć szybkim tempie się powiększała . Z jednej strony było to śmieszne bo byłam jak magnes dla niewłaściwych kolesi. A z drugiej przerażał mnie fakt,  że może to być jeszcze nie koniec. Przecież Alexa i Marcina nic nie łączyło , no może oprócz jednego. 
Czułam się jak nic nieznaczący śmieć. Jak stara,  zepsuta zabawka,  której już nikt nie chcę. No bo bądźmy szczerzy pomimo tego,  że miałam Nathana to i tak byłam zwykłą słabą dziwką. Brzydziłam się siebie jeszcze bardziej niż wcześniej.

Kolejny raz wytarłam spływające po mojej twarzy łzy. Siedziałam z podkulonymi nogami na ławce w parku. Wydawało mi się że to dokładnie ta sama ławka, na której kiedyś wyznałam prawdę Nathanowi co do mojej przeszłości.  W tamtym momencie było to jednak dla mnie mało istotna informacja. Potarłam rękoma moje zmarznięte ramiona by choć trochę było mi cieplej. Niestety było to zbędne bo i tak nie dawało upragnionego efektu. Mimo,  że miałam ubraną dosyć grubą kurtkę to i tak trzęsłam się z zimna. Możecie uznać mnie za głupią,  przecież równie dobrze mogłam wrócić do domu gdzie było ciepło... ale nie miałabym tam  spokoju. Potrzebowałam ochłonąć po całej tej sytuacji. Wiedziałam,  że mogłam ufać chłopakom chociaż zdawałam sobie sprawę z tego,  że mogę nie kontrolować niektórych moich 'obronnych' zachowań.
Jeszcze bardziej podwinęłam nogi pod brodę gdy usłyszałam zbliżające się w moim kierunku kroki. Zacisnęłam oczy myśląc, że to Alex. Owinęłam rękoma moje ciało. Nie chciałam,  żeby ktokolwiek widział mnie w takim stanie. 

Tajemnicza osoba przykucnęła tuż przy moich stopach następnie położyła dłonie na moich  kolanach przez co wzdrygnęłam się na tyle mocno, że od razu cofnęła swój ruch. Moje serce gwałtownie przyspieszyło . Bałam się i to bardzo . Nadal nie wiedziałam kim mogła być ta postać. 
- Elena... - usłyszałam cichy lecz znajomy głos. Poczułam ulgę gdy po przyjrzeniu się chłopakowi dostrzegłam twarz Nathana. Nie zwracając uwagi na to że nadal kucał rzuciłam mu się na szyję.  Chłopak nie był kompletnie przygotowany na to dzięki czemu upadł na dupę zemną na kolanach. Nie skomentował mojego czynu przytulając mnie mocno. Potrzebowałam właśnie jego . Był dla mnie jak mój osobisty uspokajacz . W jego ramionach wszystkie moje smutki znikały ustępując miejscu miłości , którą darzyłam bruneta. Pomimo tego co się stało chwile przed tym czułam, że jestem we właściwym miejscu o właściwym czasie. Byłam szczęśliwa....

Odsunęłam się od Sykesa by spojrzeć w jego zielono-niebieskie tęczówki,  w które bez opamiętania się zatopiłam. Biły szczerością oraz bólem.  Miałam wrażenie że to tylko i wyłącznie moja wina...
- Dlaczego płaczesz? - zapytał szeptem odgarniając niesforne kosmyki z mojej twarzy. Nawet nie zwróciłam uwagi,  że nadal z moich oczów spływają łzy. Otarłam wierzchem dłoni mokre policzki.
- To...nic. - mój głos był niepewny przez co byłam pewna,  że mi nie uwierzy. 
- Kochanie bez powodu byś nie płakała.  Zaufaj mi.
- Ufam ci tylko...- starałam się uciec wzrokiem od chłopaka co nie było takie proste.
- Tylko co?  - schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi . Napawałam się ciepłem bijącym od Nathana.
- Miałeś racje co do Alexa. 
- Zrobił ci coś?  - momentalnie zesztywniał po wypowiedzeniu tych słow. Czułam jak obawiał się tego co miałam odpowiedzieć. Nie miałam bladego pojęcia jak powinnam się zachować. Stałam między młotem a kowadłem. Cokolwiek bym nie odparła to byłoby na niekorzyść chłopaka.  Problem polegał na tym,  że nie chciałam  go wydawać ... nawet mojemu brunetowi.
- Nie. Po prostu pokłóciliśmy się i to dosyć poważnie. - powiedziałam pewnie spoglądając w jego oczy .
- Na pewno? - przełknęłam głośno ślinę dokładnie zastanawiając się nad sensem słów,  które chciałam wypowiedzieć...
- Tak . - posłałam mu delikatny uśmiech by wyglądało to jak najbardziej wiarygodnie . Wiedziałam,  że źle robię okłamując Nathana, ale miałam swoje powody. Pragnęłam zapomnieć o wcześniejszym incydencie.... a także w tamtej chwili marzyłam o spokoju,  a jak każdy wie Sykes nie puścił by tego nic z tym nie robiąc .
- Może uda się wam jeszcze jakoś dogadać.  - wymamrotał udając smutnego,  ale gdzieś w środku czułam,  że cieszy się z takiego obrotu spraw. Szkoda jednak,  że nie zna całej prawdy.
- Nie. Na dzień dzisiejszy obiecuję ci,  że już nigdy nie zobaczysz mnie u jego boku. - zakomunikowałam . Dwudziestolatek pochylił się w moim kierunku złączając nasze usta . Całkowicie zatraciłam się w pocałunku ezapominając o otaczającej mnie rzeczywistości . Szczerze?  Własnie tego mi brakowało i mogłabym całować go całą wieczność.

- Już jesteś tylko moja... - na jego twarzy pojawił się szczery,  ogromny uśmiech. Doskonale było widać śnieżno-białe ząbki chłopaka.
- Zawsze byłam.  - po mojej wypowiedzi zdałam sobie sprawę z tego,  że brunet nadal siedział na ziemi . Szybko wstałam z jego kolan podając mu rękę by mu pomóc. Gdy już staliśmy zaplątałam nasze palce w jedność.

- Przepraszam- na moje policzkach pojawił się przeogromny rumieniec .
- Kochana- mruknął prosto w moje usta by po chwili się w nie wpić.
- Martwiłem się o ciebie . Żałuj,  że nie widziałaś mojej miny gdy usłyszałem,  że  nie dajesz jakiegokolwiek znaku życia.  To było straszne... - w jego głosie można było wyczuć wyrzuty . Zrobiło mi się głupio bo gdyby tylko tak wiedział dlaczego postąpiłam tak a nie inaczej....
- Ja...
- Nie musisz mi nic mówić.  Cieszę się że jesteś... a teraz wracajmy bo zamarzniesz.
- Nie mam nic przeciwko- cicho się zaśmiałam ruszając w stronę domu. - Ktoś może nas razem zobaczyć .- spojrzałam na nasze splecione dłonie po czym zwróciłam uwagę na jego twarz .
- I co z tego?  - wzruszył ramionami na znak,  że nie wie o co mi chodzi .
- A Marcin?
- On nic nie może nam zrobić.
- Ale jak to?  A co jeżeli się dowie?
- Nawet gdyby to co?  Byłem głupi,  że na początku dałem mu sobą manipulować,  ale teraz mam go głęboko w dupie.
- Wiesz jak bardzo cię kocham?
- Coś tam mi się o uszy obiło . - zaczął się ze mną droczyć co nie powiem że mi się nie podobało .


- Wiesz,  że będziesz musiała wytłumaczyć się reszcie?  Pewnie teraz odchodzą od zmysłów.- powiedział Nathan gdy byliśmy już przed domem .
- Tak,  w końcu im też należą się wyjaśnienia. - bałam się tej rozmowy . Wiedziałam,  że mogą dopytywać się o wiele więcej niż mój brunet. Zdawałam sobie sprawę z tego że wszystko może się wydać . Z trzęsącymi dłońmi chwyciłam za klamkę ...


__________________________________________

Hej :)
Dodaje trochę wcześniej rozdział co oczywiście nie oznacza,  że kolejny pojawi się późno. Jeżeli się postaram to może zdążę napisać 'coś' do piątku hehe noo ale gdyby już coś było to najwcześniej wieczorem :)

Do nn♥

sobota, 29 listopada 2014

38. Proszę...

***perspektywa Eleny***


Chłopak złapał mnie za nadgarstki uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Wcale nie pomógł mi fakt,  że brunet położył się na mnie. Przez moje ciało przeszedł nie przyjemny dreszcz na myśl  co Alex chciał ze mną zrobić. W moich oczach pojawiły się pierwsze łzy,  które za wszelką chciałam ukryć. Rozejrzałam się po pomieszczeniu szukając pierwszej lepszej drogi ucieczki. Na moje nieszczęście żadnej takiej nie było. 
Spojrzałam na twarz chłopaka,  na której gościł perfidny uśmieszek . Jego oczy błyszczały z rozkoszy. Cieszył się z takiej sytuacji a nie innej. Zachowaniem i wyglądem przypominał mi Marcina...

Jedną ręką trzymał moje nadgarstki nad moją głową. Drugą zaś zaczął jechać z dołu mojego prawego uda tak że trafił dłonią pod moją koszulkę,  którą z łatwością ze mnie ściągnął . W górnych częściach poczułam lekki chłód,  który chwilę potem zastąpił ohydny ciepły oddech Alexa . Momentalnie dostałam gęsiej skórki. Chłopak zaczął całować mnie po szyi gdy próbował dobrać się do moich spodni.
Nie mogłam pozwolić na to by doszło do czegokolwiek.  Zaczęłam wywijać moje ciało na każdy możliwy sposób by dać mu do zrozumienia że nie podoba mi się sytuacja,  w której aktualnie się znajdujemy . Brunet jedynie zaśmiała się na moje poczynania.
- Wiem,  że tego chcesz ... chcesz żebym cie rżnął ... będziesz krzyczeć moje imię suko. - wymruczał mi do ucha dając sobie chwilowy spokój z moimi spodniami by zacząć bawić się moimi piersiami. Moje serce gwałtownie przyspieszyło.  Bałam się i to bardzo. Nie chciałam przeżywać tego ponownie.  Nigdy więcej....
- Zostaw mnie ... proszę- powiedziałam dając upust łzą,  które w mgnieniu zamoczyły całe moje policzki.
- Dopiero jak skończę to co zacząłem .- kolejny raz usłyszałam jego perlisty a zarazem przerażający śmiech. Pod jego wpływem czułam jak moje ciało sztywnieje. W gardle pojawiła mi się ogromna gula dzięki,  której nie mogłam nic powiedzieć. Do głowy przychodził mi jeden pomysł,  który był jedyną deską ratunku. Nie zastanawiając się długo z całej siły kopnęłam go kolankiem w jego krocze. Nie było to łatwe ale udało się.  Brunet pod wpływem bólu skulił się spadając z kanapy. Od razu biegiem ruszyłam w stronę drzwi. W drodze złapałam koszulkę,  kurtkę oraz kozaczki. Usłyszałam kilka przekleństw skierowanych pod moim imieniem. Z tego co zdążyłam zobaczyć to Alex złapał się za bolące miejsce powoli wstając z podłogi. Drżącymi rękami chwyciłam za klamkę z hukiem zamykając drzwi. Miałam szczęście,  że nie spotkałam nikogo na korytarzu. Byłam w samym staniku nie licząc spodni oczywiście,  nie miałam na sobie butów oraz spływały ze mnie łzy. Potykając się o własne nogi wkroczyłam do windy gdzie szybko założyłam na siebie brakujące części garderoby. Otarłam twarz wierzchem dłoni co i tak nie wiele dało. Gdy dotarłam już na parter to dosłownie wybiegłam z budynku. Nie zatrzymywałam się ani na chwilę . Chciałam znaleźć się jak najdalej od Alexa. Nie przejmowałam się mijającymi mnie przechodniami,  którzy patrzyli się na mnie jak na nienormalną . Nie dziwiłam im się . Dokładnie tak samo bym pomyślała na ich miejscu.

Gdy nie miałam już siły musiałam przystanąć. Usiadłam na jednej z wielu ławek. Rozejrzałam się dookoła. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego,  że znalazłam się w parku. Byłam zaledwie pięć minut drogi do domu. Jednak nie śmieszyło  mi się tam...
Czułam wstyd oraz obrzydzenie do samej siebie. Znowu pozwoliłam na to,  żeby ktoś zbliżył się do mnie w taki a nie inny sposób. Tym razem nie starałam się  ukryć łez tylko pozwoliłam im swobodnie spływać po policzkach. Dopiero wtedy dotarło do mnie co tak naprawdę miało się stać.  Najbardziej bolało mnie jednak to,  że osobę,  którą uważałam za przyjaciela traktowała mnie jak zwykłą dziwkę. Gdybym nie uciekła to zgwałciłby mnie z uśmiechem na ustach.
Po tym wszystkim czułam się jak nic nie warty śmieć. Czy na serio jestem aż tak okropna?  Te pytanie cały czas krążyło mi po głowie.  To prawda...
Chciałam zignorować ciągle dzwoniący telefon ale coś w środku mówiłomi że nie powinnam. Spojrzałam na wyświetlacz,  który wskazywał już 23 oraz kilkanaście nieodebranych połączeń od chłopaków,  Kelsey a przede wszystkim Nathana. Zrobiło mi się ich żal . Martwili się o mnie,  ale nie byłam wstanie dać im jakiegokolwiek znaku życia. ... 



***perspektywa Nathana***



Do domu zajechaliśmy dopiero o 22:30. Każdy z nas resztkami sił wywlókł się z taksówki. Nikt nie miał ochoty dosłownie na nic. Chłopaki byli strasznie zmęczeni. Ja natomiast cieszyłem się że w końcu zobaczę się z Eleną. Nie widziałem jej od rana i szczerze mówiąc już nie mogłem doczekać się naszego spotkania. A co dopiero mówić o trasie w którą mieliśmy jechać już za tydzień na cały długi miesiąc.  Była by to katorga gdyby nie to że mogę ją zabrać ze sobą. El jeszcze o tym nie wiedziała. Miała to być niespodzianka,  którą chciałem jej wyjawić właśnie tego wieczoru.

Wchodząc do domu miałem bardzo dziwne przeczucie,  że coś się stało. Pokręciłem tylko przecząco głową. Pomyślałem,  że to na pewno przez stres. W końcu nie wiedziałem czy moja dziewczyna zgodzi się na moją propozycję. 
Gdy każdy z nas pozbył się już kurtki i butów ruszyliśmy w stronę salonu. To co tam zastaliśmy wcale nie było miłe.  A mianowicie zapłakana Kelsey siedziała na kanapie w salonie,  która kurczowo trzymała w ręce telefon. Wpatrzona była w wyświetlacz jakby czekała na jakąś wiadomość. Jak tylko nas ujrzała podbiegła do Toma wtulając się w jego tors. Głośno zaszlochała. Po chwili zwróciła się twarzą do mnie delikatnie odsuwając się od Parkera.
- Proszę powiedz mi że wiesz gdzie ona jest. - każdy jak na komendę spojrzał na mnie . Stałem pośrodku nich nie wiedząc o co chodzi. 
- Kelsey o kogo ci chodzi?   - zapytałem modląc się by to nie było związane z El.
- Kiedy wróciłam od koleżanki to jej już nie było.  Nie odbiera ode mnie telefonów. Jakby zapadła się pod ziemię...- wymamrotała.
- O kogo chodzi? - byłem przerażony . Podświadomie czułem,  że stało się coś złego. Spojrzenie blondynki mówiło wszystko za siebie .
- Ile to już godzin?  
- Ja jestem tu już od 20. Nie wiem czy czasami nie zniknęła już wcześniej. - po tych słowach automatycznie wyciągnąłem telefon i zacząłem dzwonić do brunetki. Za każdym razem włączała się poczta głosowa. 
- Idę jej szukać .- krzyknąłem zanim wybiegłem z domu . Nie dałbym rady siedzieć tam bezczynnie.

Nie było Eleny dobre parę godzin. Nadal istniała możliwość,  że poszła na spacer,  zakupy , cokolwiek . Niestety mogło się jej coś stać.  Zawsze ale to zawsze odbierała telefon...
Martwiłem się o nią i to bardzo. Nie wybaczyłbym sobie gdyby stała się jej jakaś krzywda. 
Szedłem w konkretnym kierunku. Chwilę później byłem już w parku . To zawsze tam szła gdy miała jakiś problem. Spacerowałem między alejkami dobre dziesięć minut aż nie zauważyłem drobnej postaci skulonej na jednej z ławek.  Od razu ją poznałem. Szybko podbiegłem w stronę dziewczyny....

piątek, 28 listopada 2014

Zwiastun

Hej hej :)
Mam dla was małą nowinę,  która albo się wam spodoba albo i też nie .
Z racji tego,  że powoli zbliżamy się do końca pierwszej części historii Eleny i Nathana mam dla was zwiastun .
Wykonała go utalentowana Maddie Fray :)  Zapraszam na stronę,  na której można obejrzeć inne jej dzieła.


A oto zwiastun :) Co o nim myślicie? 
ZWIASTUN (<= link do zwiastunu, wystarczy kliknąć :))

Niestety mimo moich starań nie mogę go  bezpośrednio wstawić tutaj ale zawsze coś :) 

czwartek, 27 listopada 2014

37. Późno już ....

Oglądałam tv rozłożona na kanapie gdy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Leniwie wstałam ruszając w stronę stolika . Z grymasem na twarzy sięgnęłam po telefon widząc kto do mnie dzwoni. Niepewnie wcisnęłam klawisz z zieloną słuchawką.
- Tak?  - wychrypiałam . Odchrząknęłam by móc mówić bardziej wyraźnie.
- Elena?  - usłyszałam cichy głos Alexa .
- Yhym . - mruknęłam modląc się by ta rozmowa jak najszybciej się zakończyła. Dziwnie czułam się po tym jak go wykorzystałam.
- Co powiesz na spacer?
- Teraz?  - spojrzałam za okno zza którym było już zupełnie ciemno. Automatycznie moje oczy skierowały się na zegarek . Dochodziła 18.

- Tak . A czemu by nie?  - można było usłyszeć jego dobry humor.
- Jest już ciemno .
- Nie mów że się boisz- zaśmiał się.
- Nie boję tylko...
- Tylko co? - język ugrzązł mi w gardle. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. - Będę u ciebie za piętnaście minut .
- Ym ok . - rozłączyłam się bezwładnie opadając na sofę . Westchnęłam głośno zapewne zwracając na siebie uwagę co mnie w tamtym momencie mało obchodziło. Bałam się tego spotkania . Lubiłam Alexa i to nawet bardzo,  ale nie wiedziałam czy będę potrafiła tak po prostu spojrzeć mu w oczy . Czułam się tak jakbym zabawiła się jego uczuciami i tak właściwie było .

Ociągając się ruszyłam w stronę swojego pokoju . Szybko się przebrałam się w miarę normalne ubrania po czym udałam się do łazienki gdzie przemyłam twarz wodą,  rozczesałam włosy i umyłam zęby. Następnie nałożyłam na siebie dosyć grubą jesienną kurtkę z krótkimi kozaczkami. Zamknęłam drzwi na klucz siadając na jednym z wielu schodków . Mimo to że dom był pusty to wolałam poczekać na zewnątrz na Alexa.

Chłopaki pojechali na próbę a Kelsey odwiedzić jakąś swoją koleżankę zostawiając mnie samą. Nie licząc oczywiście Ann i jej dziecka,  którzy się gdzieś ulotnili.

Zauważyłam zbliżającą się postać, która szła wprost do mnie . Z każdym kolejnym krokiem dostrzegłam że ów postacią był Alex . Szedł szybkim krokiem z uśmiechem na ustach. Wyglądał zabawnie gdy jego śnieżnobiały uśmiech kontrastował z czerwonymi policzkami zmarzniętymi od temperatury panującej na dworze. Wstałam niepewnie się uśmiechając . Brunet podszedł do mnie przytulając na powitanie.
- Cześć ! - powiedział lekko ochrypniętym głosem. W zamian posłałam mu delikatny uśmiech stawiając krok
 przed siebie . Chłopak bez jakichkolwiek pytań podążył za mną. Spacerowaliśmy w ciszy  co obydwojgu nam pasowało. Lubiłam jego towarzystwo . Nawet nic nie mówiąc mile spędzałam z nim czas.
- Idziemy w jakieś konkretne miejsce? - zapytałam dygocząc z zimna . Była już połowa listopada,  chociaż w Londynie jest inna pogoda niż w Polsce to wieczór był naprawdę chłodny. Schowałam ręce do kieszeni kurtki mając nadzieję że to coś pomoże .
- Właściwie to nie . Proponujesz coś?
- Cokolwiek byle było by tam ciepło .
- To może przejdźmy się do mnie do domu. - zaproponował podekscytowany.- Mieszkam całkiem niedaleko.
- Czemu by nie?  To prowadź .
- Jasne .... A nie boisz się czasem tego co tam możesz zastać?
- Zgaduję,  że wszędzie będą porozrzucane twoje ubrania i dziwnego pochodzenia inne rzeczy .
- Co?  Do kogo ty mnie porównujesz? - zapytał z udawaną urazą w głosie.
- Nie muszę cię do nikogo porównywać . Mieszkam z piątką facetów i uwierz mi znam się na rzeczy.
- A no właśnie jak ci się z nimi mieszka?  Z The Wanted i Kelsey?
- Nie jest łatwo, ale spokojnie dajemy radę. Każdy z nas ma inny charakter i myślę że przez to się dopełniany . Tworzymy jedną wielką rodzinę .
- A dajesz radę no wiesz z Nathanem?  Bo jednak codziennie się z nim widujesz i w ogóle.
- Em porozmawialiśmy ostatnio i wspólnie doszliśmy do wniosku że nie będziemy wchodzić sobie w drogę . Traktujemy siebie tak jakbyśmy się nie znali i wydaję mi się że tak będzie najlepiej .
- Z jednej strony to tak,  ale z drugiej przecież nie można tak po prostu wymazać z pamięci osoby którą się kocha.
- Tylko wiesz, że on mnie nie kochał nigdy a ja pomyliłam miłość z zauroczeniem.
- Jesteś tego pewna? - zapytał widocznie zaciekawiony moją odpowiedzią . Spuściłam wzrok przemieszczając go na moje buty . Kolejny raz go okłamałam i zaraz znowu miałam to zrobić.  Nie czułam się z tym dobrze,  ale obiecałam sobie z Sykesem, że prawda na razie nie wyjdzie na jaw.
- Tak,  dużo o tym myślałam i jak sam widzisz trzymam się całkiem dobrze- wymusiłam uśmiech spoglądając mu w oczy .
- Dobra dobra,  wierzę ci na słowo- cicho się zaśmiał. Szliśmy jeszcze chwilę aż nie zatrzymaliśmy się przed nowoczesnym blokiem . Chłopak wszedł do środka ciągnąc mnie za sobą . W mgnieniu oka znaleźliśmy się w windzie a następnie w jego mieszkaniu . Było one urządzone na bazie jasne ściany-ciemne meble . Muszę przyznać że wnętrze było bardzo ładne i gustowne ale nigdy nie zamieszkałabym tam . Wszystko było takie zimne . Jak dla mnie brakowało tam domowej atmosfery,  zupełne przeciwieństwo do domu The Wanted .

Zdjęłam kurtkę oraz buty kładąc je na specjalnie przeznaczonym do tego miejscu . Podążyłam za brunetem do salonu gdzie wygodnie rozsiadłam się na kanapie widząc że postępuje tak przede mną .
- Mieszkasz tu sam?  - zapytałam przerywając cisze,  która nam towarzyszyła .
- Razem ze mną mieszkają tutaj moi rodzice . Chcesz może coś do picia?
- Wodę poproszę . - Alex nic nie mówiąc zniknął za jednych z wielu drzwi ...


***perspektywa Alexa***



Miałem praktycznie dziewczynę podaną na tacy . Wystarczyło tylko dobrze zagrać żeby ta kurwa była moja . W dupie miałem to czy ona będzie chciała czy też nie. Dla mnie najważniejsze było,  że chce mi się ruchać a ona akurat była w pobliżu. Najlepsze było to że nikt nie mógł nam przeszkodzić .

Zaśmiałem się pod nosem chowając paczkę prezerwatyw do kieszeni. Co jak co ale ojcem kurwa nie planowałem zostać,  a ostrożności nigdy dosyć . Wziąłem do ręki szklankę wody do dziewczyny . Wolną dłonią chwyciłem za klamkę by bez problemu wejść do salonu. Brunetka siedziała w tym samym miejscu jak ją zastawiłem. Jaki potulny piesek... Usadowiłem się obok niej tak że nasze uda się stykały . Elena poruszyła się nieznacznie odbierając ode mnie napój .

- Dzięki-powiedziała nawet na mnie nie spoglądając . Czyżbym aż tak na nią działał?  Idiotka...
- Nie ma za co- posłałem jej sztuczny uśmiech . Debilka nie wie że to kranówa.
- Ymm to co robimy?  - zapytała lekko speszona . Postanowiłem wykorzystać sytuacje pochylając się w jej stronę . Nasze twarze dzieliły tylko centymetry .
- A na co masz ochotę?  - powiedziałem zmniejszając dystans między nami. Brunetka spojrzała na mnie przestraszona . Nie wiedziała co ma zrobić. Śmieszyło mnie to wiedząc jaka jest już doświadczona w tych sprawach .
- Późno już . - wypaliła pierwszą lepszą wymówkę,  choć ja dobrze wiedziałem że mnie pragnie .
Położyłem rękę tak,  że zablokowałem jej jakąkolwiek drogę ucieczki . Dziewczyna przełknęła głośno ślinę widząc moje poczynania .
- Masz rację . - mruknąłem muskając wargami płatek jej ucha.
- Pójdę już . - chciała wstać ale moja dłoń skutecznie jej to uniemożliwił .- Puść mnie . - odparła starając przesunąć moją kończynę .
- Wiem,  że tego chcesz suko!  - powiedziałem lekko już wkurwiony przyciskając swoje ciało do jej . Nie miałem zamiaru bawić się w jakieś chujowe gierki . Chciałem zabrać to co mi się należało.
El znieruchomiała na moje słowa,  aby po chwili zacząć się szarpać . Zaśmiałem się głośno . Dziewczyna nie miała żadnych szans na ucieczkę i wiem że ona dobrze zdawała sobie z tego sprawę ....

sobota, 22 listopada 2014

36. Zazdrość niekiedy zmienia ludzi i to bardzo....

***perspektywa Alexa***



Wyrzuciłem niedopałek papierosa depcząc go butem. Splunąłem zanim wszedłem na klatkę schodową. Zwinnym ruchem zacząłem omijać kolejne to stopnie przeklinając pod nosem,  że ten idiota wybrał sobie pokój na piątym piętrze . Na moje zajebiste szczęście i kurwa jego nieszczęście nie było tam windy. Nie pukając wkroczyłem do pomieszczenia . Uśmiechnąłem się pod nosem widząc śpiącego chłopaka. Pomyślałem,  że czas na zemstę. Przybliżyłem się tak że moja twarz była na wysokości jego ucha .
- Twoja kurwa właśnie robi mi laskę! - krzyknąłem . Brunet zerwał się gwałtowne na równe nogi .
- Co?! Jak? - mamrotał zaspany. Przetarł rękoma twarz po czym spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Wyruchał cie ktoś kiedyś w dupę?  - zapytał złośliwie . Był lekko wkurwiony.
- Zamknij mordę . Lepiej mów co ode mnie chciałeś . - położyłem się na jednoosobowym łóżku . Ułożyłem się wygodnie na plecach zaplatając ręce pod karkiem. Chłopak usiadł na jedynym fotelu spoglądając na mnie .
- Miałeś zaciągnąć Elenę do mnie a nie kurwa chodzić z nią na mecz .
- Tak?  A jakim sposobem mam to niby zrobić?  Powiedzieć 'chodź , muszę zaprowadzić cię do twojego kochanego Marcinka' ?
- Nawet i to . Cokolwiek tylko byś kurwa do niej nie zarywał . - krzyknął wstając . Zrobiłem dokładnie to samo mierząc go zimnym wzrokiem. Wkurwił mnie i to bardzo. Miałem ochotę do niego podejść i przypierdolić mu z całej siły . Zacisnąłem ręce w pięści.
- Ja pierdole. Nie rozumiesz tego,  że na początku musi mi zaufać żeby plan się udał . - krzyknąłem gestykulując dłońmi. Do chłopaka chyba w końcu dotarło o co chodzi bo opadł bezwładnie na fotel. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę fajek wyjmując z niej jedną . Przy okazji złapałem jeszcze zapalniczkę po czym odpaliłem papierosa . Zaciągnąłem się czując napływającą ulgę . Marcin był naprawdę naiwny myśląc, że robię to wszystko bezinteresownie . Może i był moim kuzynem,  ale to nie oznacza,  że muszę być z nim stu procentowo szczery . Elena mi też się podoba i zrobię wszystko by ją wyruchać . Niezależnie od tego czy ona tego będzie chciała czy też nie...



***perspektywa Ann***

O co tu chodzi?  Czy on na serio  nie jest zły na tą idiotkę?  To nie jest normalne . Za wszelką cenę muszę postarać się by ich związek się rozpadł . I tak tak wróciłam tylko dlatego by się zemścić a poza tym potrzebuje pieniędzy . A ci idioci uwierzą we wszystko co im powiem . Co prawda kiedyś byliśmy bardzo blisko ale to czas przeszły . Nathan odrzucił moje uczucia,  to ja teraz zamierzam zniszczyć jego przecudowne życie . To że minęło już tyle czasu to nie oznacza że ja o tym zapomniałam ...



***perspektywa Elena***

Usiadłam wygodnie na kanapie rozglądając się po pomieszczeniu  , a dokładniej to przyglądając się osobom znajdującym w salonie . Każdy był taki uśmiechnięty.  Nikt nie zawracał sobie głowy jakimiś problemami . Tak jakby na chwile oderwali się od rzeczywistości by przenieść się do własnego świata ...
Kelsey siedziała wtulona w Toma mając głowę na jego ramieniu . Można było dostrzec jak Parker co jakiś czas szepcze coś jej na ucho , co wywoływało lekki rumieniec połączony z uśmiechem na jej twarzy . Kochali się,  to było najważniejsze.
Jay rozmawiał razem z Maxem gestykulując rękoma . Widać było że mówił o czymś co bardzo go interesowało .

Łysolek natomiast słuchał uważnie loczka trzymając na rękach chłopczyka Ann. Dziecko miało utkwiony wzrok na twarzy Georga .
Seev gdzieś wyszedł. Pewnie do swojej dziewczyny . A Ann spała u siebie w pokoju bo podobno była bardzo zmęczona .
Nikt nawet nie zwrócił uwagi na to że od pięciu minut w telewizji lecą same reklamy . Wstałam ze swojego miejsca i niezauważona pognałam do kuchni . Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to mój chłopak zalewający herbatę . Wykorzystałam to że był do mnie ustawiony tyłem by przytulić się do jego pleców . Zaplątałam palce na brzuchu bruneta . Chłopak odwrócił się w moją stronę składając na moich ustach małego buziaka. Oboje na twarzy mieliśmy uśmiechy . Wtuliłam głowę w jego tors . Byłam o wiele niższa od Nathana przez co nie miałam problemu z tym żeby stanąć na jego stopach tylko dlatego by być choć trochę wyższa .

- Pani to chyba jest już trochę śpiąca- powiedział lekko rozbawiony gdy ziewnęłam. Nie otrzymując ode mnie jakiejkolwiek odpowiedzi wziął mnie na ręce jak pannę młodą . Owinęłam ręce wokół jego szyi dając mu do zrozumienia że jestem gotowa by ruszył . Powolnym krokiem udał się do swojego pokoju . Gdy byliśmy już w środku delikatnie ułożył mnie w łóżku przykrywając kołdrą bym nie zmarzła . W tamtym momencie dziękowałam Bogu że wykąpałam się wcześniej .
Brunet pocałował mnie w czoło po czym zostawił mnie samą . Dobrze wiedziałam,  że poszedł wziąć prysznic dlatego nie zamierzałam na niego czekać. Momentalnie odpłynęłam w krainę morfeusza ...


                             ~~~~~


Obudziły mnie pocałunki składane na mojej szyi . Cicho mruknęłam przeciągając się .
- Wstajemy- usłyszałam szept tuż przy moim uchu . Uśmiechnęłam się pod nosem otwierając oczy. Od razu dostrzegłam pochylonego nade mną Nathana .
- Która jest godzina?  - zapytałam lekko zaspanym głosem.
- Prawie dziesiąta .
- To jeszcze trochę wcześnie . - powiedziałam zakrywając usta ręką by ukryć ziewnięcie .
- Czyżby moja księżniczka się nie wyspała?  - na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek . Od razu zrozumiałam o co mu chodzi .
- Nathan jeżeli zaczniesz mnie łaskotać to przysięgam że nie odezwie się do ciebie przez najbliższy tydzień .
- Skarbie skąd ty to wiedziałaś?
- Telepatia misiu . - odpowiedziałam przykrywając się kołdrą aż pod samą brodę . Wielkimi krokami zbliżała się zima co oznaczało coraz to chłodniejsze poranki jak i dni . Chłopak przytulił się do mojego brzucha . Jego delikatny zarost poruszający się po mojej nagiej skórze wywołał u mnie śmiech. Wplątałam palce w jego włosy unosząc głowę chłopaka na wysokości moich ust . Następnie sama wpiłam się w jego miękkie wargi....



                              ~~~~

- Co myślisz o Ann?  - Kels zapytała się mnie gdy wracaliśmy z 'zimowych' zakupów .
- Em nie mam jeszcze o niej konkretnego zdania . Za mało ją znam. - powiedziałam choć dobrze wiedziałam że jest to kłamstwo.
- Nie kłam . Widzę,  że za nią nie przepadasz .
- Wydaje ci się .
- Nie,  nie wydaję . Elena znam cię nie od dziś i naprawdę widać jak siebie obie traktujecie .
- No dobra,  masz rację . Mam dziwne przeczucie co do niej i wybacz jeżeli to cię uraża ale taka jest prawda .
- Jeżeli mam być szczera to Ann zmieniła się i to bardzo . Nie poznaję jej... Nie jest już tą dziewczyną  , którą uważałam za siostrę .  I odnoszę wrażenie że pojawiła się tylko dlatego żeby coś zniszczyć . Chłopaki nie widzą tego a ona to wykorzystuje ... a co najważniejsze to ty powinnaś uważać na nią najbardziej .
- Ja?  Dlaczego?  - zapytałam zdziwiona .
- Emm Nathan woli ciebie niż nią huh to ciebie kocha i zrobi wszystko byś była szczęśliwa,  a wiesz zazdrość niekiedy zmienia ludzi i to bardzo... - po jej wypowiedzi nie odezwałam już się ani słowem . Może i faktycznie dziewczyna miała rację?  A co jeśli zabierze mi Nathana?  Z takimi myślami doszłam do domu...


___________________________________________

Rozdział jest dziś bo nie wiem czy dałbym radę napisać go jutro czy pojutrze :)

Do nn :*

piątek, 21 listopada 2014

35. Moje kochanie...

Pierwsze spotkanie z Ann no nie było może najlepsze ale czy to powód by ją od razu skreślać?  Myślę że. .. kurde . Powinnam postawić się na jej miejscu . Wracasz po długiej rozłące od przyjaciół i spotykasz mnie . Nie zna mnie ani nic .
Dobra jeżeli mam być szczera to nie przepadam za tą dziewczyną . Nasze pierwsze spotkanie nie było najmilsze . Starałam się być do niej miła przez cały wieczór,  ale no cóż ona nawet się nie wysiliła udawać . I co najważniejsze nikt poza mną tego nie zauważył . To nie jest tak,  że jestem jakaś zazdrosna czy coś ... po prostu ehh szkoda gadać.
Leżałam wtulona w Nathana w jego pokoju . Miałam zamknięte oczy gdy chłopak cicho nucił nieznaną mi melodie. Na mojej twarzy gościł mały uśmiech . Napawałam się tym momentem. Wiedziałam,  że brunet już niedługo jedzie w trasę koncertową . A dokładniej za dziesięć dni . Nie będzie go ponad miesiąc .
- Nathan jak to będzie gdy wyjedziesz? - zapytałam spoglądając na jego twarz. Posłał mi delikatny uśmiech.
- Wiem,  że na początku będzie trudno,  ale z biegiem czasu przyzwyczaisz się do tego że mnie nie ma . Mogę ci obiecać,  że codziennie będę do ciebie dzwonił,  a w wolnej chwili będziemy rozmawiać na skeyp'ie .
- Myślisz, że no wiesz damy radę jako związek?
- Kochasz mnie?  - zapytał przerzucając mnie tak,  że leżałam pod nim . Ułożył swoje ręce wokół mojej głowy . Nasze twarze dzieliły centymetry.  Moje serce gwałtownie przyśpieszyło. Na policzki wkradł mi się odcień różu .
- Tak- wyszeptałam przygryzając dolną wargę.
- Moje kochanie . - szepnął całując mnie delikatnie w usta . - Jesteś tylko moja i nie oddam cię żadnemu frajerowi ... nikomu cię nie oddam. - powiedział między pocałunkami . Wykorzystałam moment w którym chłopak łapał powietrze po dosyć intensywnej walce naszych języków by zrobić mu malinkę  . Uśmiechnęłam się dumnie widząc swoje dzieło .
- Czy ty właśnie zrobiłaś mi malinkę?  - był rozbawiony moim czynem.
- Ja?  No co ty!  - zaśmiałam się .
- Osz ty!  - brunet zaczął mnie gilgotać . Moje ciało wiło się pod wpływem jego dłoni.

- Nathan haha przestań. - wydukałam nie mogąc opanować się od śmiechu .
- Coś za coś skarbie . - jego usta wygięły się w złośliwym uśmieszku.
- Do.. dobrze . - po tych słowach zostawił mnie w spokoju.
- Poproszę buziaka . O tu- pokazał palcem na swoje wargi . Przekręciłam teatralnie oczami całując ledwo dotykając wskazane miejsce . Nathan zrobił zdziwioną minę na co wytknęłam mu język .

- Ahh czyli to tak się bawimy?  - zapytał dosłownie kładąc się na mnie . Owinął rękoma moją talie kładąc głowę na moim i tak małym biuście .
- Nie za wygodnie ci?  - powiedziałam z lekką irytacją w głosie.
- Mam bardzo mięciutko- wyszczerzył się  bardziej wtulając w moje piersi .
- Właśnie widzę ko...- przerwało mi pukanie do drzwi . Nie zdążyliśmy nawet  jakkolwiek odpowiedzieć a głowa Ann wychyliła się zza wcześniej wspomnianego przedmiotu.
- Nathan możemy porozmawiać . Sami . - ostatnie zdanie podkreśliła znacząco na mnie patrząc .
- Yym to ja zostawię was samych . Chłopak nie sprzeczając się zszedł ze mnie . Niechętnie wstałam z łóżka udając się w stronę wyjścia . Zacisnęłam pięści gdy blondynka posłała mi pewny siebie uśmiech . Naburmuszona wyszłam z pomieszczenia zostawiając ich całkowicie samych. Oparłam się o ścianę chowając twarz w dłoniach . Musiałam się uspokoić . Nie mogłam pójść do reszty w takim a nie innym stanie . Od razu zaczęły by się pytania typu co się stało czego bym bardzo chciała uniknąć.  Westchnęłam cicho po czym udałam się do salonu gdzie znajdowała się reszta domowników wraz z małym Andym.



***perspektywa Nathana***


Usiadłem normalnie na łóżku czekając aż Ann zrobi dokładnie to samo co ja .
- To o czym chciałaś porozmawiać?  - zapytałem spoglądając na blondynkę . Posłałem jej uśmiech by dodać jej trochę odwagi .
- Mogę na początku zadać ci pytanie?
- Jasne....
- Co łączy cie z Eleną?  Oczywiście nie musisz mi odpowiadać . - chwilę zastanowiłem się nad odpowiedzią . Nie wiedziałem co mam powiedzieć . Z jednej strony ufałem jej i byłem pewny tego że nie wyda naszego sekretu,  a z drugiej nie widziałem dziewczyny ponad dwa lata, mogła zmienić się przez ten długi okres czasu .... chociaż nie miała by komu nas wydać,  a poza tym zawsze można zaprzeczyć jej słowom . Ostatecznie wybrałem neutralną drogę wyjścia.
- Odpowiem . To żadna tajemnica . Jesteśmy bardzo blisko ...
- Jesteście przyjaciółmi?
- Coś bardziej niż przyjaciółmi.  -posmutniała co mnie trochę zdziwiło .- Coś nie tak?  - zapytałem zmartwiony .
- Emm muszę ci coś pokazać . Myślę że powinieneś to zobaczyć .  - wyciągnęła zawiniętą w rulon gazetę,  której wcześniej w ogóle nie zauważyłem. Wziąłem ją do ręki Nie pewnie rozwinąłem magazyn plotkarski. Momentalnie moje oczy zrobiły się jak pięciozłotówki gdy zlustrowałem okładkę.  Było na niej zdjęcie z meczu na którym wczoraj była Elena z Alexem. Zmarszczyłem brwi gdy zdałem sobie sprawę z tego że o to właśnie chodziło . Pewnie jeszcze nie w jednym miejscu piszę o nich . Wiadomo jednak że nie cieszyłem się z tego . Przecież MOJA dziewczyna musiała spędzić czas z tym chujem Alexem . I tak tak jestem cholernie zazdrosny.  Ufam mojej brunetce ale do kurwy nędzy nigdy nie będę mógł spodziewać się tego co zamierza chłopak . Elena przeszła już naprawdę dużo i nie mogę dopuścić by cierpiała jeszcze bardziej.  Kocham ją jak wariat i najlepiej chronił bym ją przed całym światem,  ale niestety jest to niemożliwe....

 Spojrzałem na blondynkę. Czekała na jakąkolwiek moją reakcje . No a ja jak to ja nie mogłem oderwać oczu od uśmiechu El.
- Nie powinnam ci tego pokazywać.  Wiem,  że pewnie jesteś teraz zły i z pewnością chcesz zostać teraz sam, ale ...- potok słów wyleciał z jej ust,  który musiałem przerwać . Nie chciałem by dziewczyna się przejmowała .
- Nic się nie stało . Jest ok .  - uśmiechnąłem się do niej by potwierdzić swoją wypowiedź.
- Ale jak to? - zapytała w lekkim szoku.
- To trochę skomplikowane.
- Ymm dobrze nie musisz mi się tłumaczyć . Muszę iść sprawdzić co z Andym. - powiedziała wstając .
- Jak chcesz . - odpowiedziałem obojętnie . Może było to trochę niekulturalne ale w tamtym momencie moje myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół El... mojej El.


___________________________________________

Rozdział krótki,  ale miałam ciężki tydzień i planowałam wstawić go dopiero w poniedziałek/wtorek,  a jest dzisiaj także wiecie :)

Do zakładki bohaterowie został dodany wizerunek Ann i jej dzidziusia :)

niedziela, 16 listopada 2014

34. Anna...

- Powie mi ktoś o co chodzi?  Kelsey?  - spojrzałam na blondynkę licząc na to,  że mi odpowie . Dziewczyna zrobiła zmartwioną minę po czym złapała mnie za rękę prowadząc w stronę kuchni . Cicho podreptałam za nią .
- Lepiej usiądźmy- powiedziała jak byliśmy już w pomieszczeniu . Postąpiłam tak jak poradziła dziewczyna.
- Proszę.... - odparłam po chwili ciszy .
- Ym jeszcze zanim cię poznaliśmy przyjaźniliśmy się z pewną dziewczyną,  Ann . Byliśmy z nią bardzo blisko . Traktowaliśmy ją jak naszą siostrę ... Dosyć szybko się ze sobą zżyliśmy ... Najlepszy kontakt z nią miałam ja i Nathan. Spędzaliśmy z nią każdą wolną chwilę ...
- To ona prawda?  - zapytałam cicho .
- Tak- pokiwała twierdząco głową .- Pewnego dnia wyznała mi,  że się zakochała,  ale nie chciała mi powiedzieć  w kim... Byłam głupia,  że nic wcześniej zauważyłam .... I wszystko było by dobrze gdy raz będąc pijana wyznała miłość Nathanowi . On zaczął tłumaczyć jej,  że traktuję ją jako siostrę ... że między nimi nigdy nic nie będzie . Nie wiem co się stało,  ale ona tak po prostu zniknęła . Nie widzieliśmy jej dwa lata... aż do teraz ... Dzisiaj najzwyczajniej zapukała do nas do drzwi . Nie witając się ani nic powiedziała że musi porozmawiać z Nathanem . - blondynka skończyła dokładnie obserwując moją reakcję a ja siedziałam wpatrzona w jeden punkt . Nie wiedziałam co mam myśleć o tej całej sytuacji. W głowie miałam milion pytań na które nie potrafiłam racjonalnie odpowiedzieć . Dlaczego wróciła?  Czego może chcieć od Nathana?
- Musiałam ci to powiedzieć- dziewczyna odparła z wyczuwalną winą w głosie .
- Dziękuję,  mogłaś w ogóle nic mi nie mówić . - wysiliłam się na słaby uśmiech .

- Ale i tak czuję się winna . Powinnaś się o tym dowiedzieć wcześniej .
- Daj spokój- machnęłam ręką .- ile czasu oni już ze sobą rozmawiają?
- Będzie już dobre dwie godziny- odpowiedziała patrząc na zegarek .
- Czyli między nimi nic nigdy nie było?  - to pytanie cisnęło mi się na usta od dłuższego czasu .
- Nie.
- Jak myślisz co ona może od niego chcieć?
- Nie mam pojęcia ... Jest jeszcze coś o czym powinnaś wiedzieć ..
- Hmm?  - pomyślałam,  że już chyba nic mnie nie zaskoczy po dzisiejszym dniu .
- Ona nie przyszła tutaj sama .
- Nie rozumiem ...
- Miała ze sobą kilku miesięcznego synka . - po wypowiedzeniu tych słów zamarłam . Serce podskoczyło mi do gardła . Zaczęło walić mi jak oszalałe . Ręce całe mi drżały .
- Czy to jego dziecko?  - z ledwością wydukałam .
- To niemożliwe- zaprzeczyła bez wahania . Głośna wypuściłam powietrze . Poczułam wielką ulgę .- też się nad tym zastanawiałam . I jestem stu procentowo pewna swoich słów . Nie widzieliśmy jej ponad dwa lata,  nawet gdyby wtedy zaszła w ciążę to jej dziecko musiałoby mieć teraz przynajmniej rok,  a te ma na oko z trzy cztery miesiące .
- To..to dobrze .
Dziewczyna chciała jeszcze coś powiedzieć ale spojrzała dokładnie na jakiś punkt za mną . Zdezorientowana odwróciłam głowę w stronę drzwi dostrzegając wchodzącego do kuchni Nathana . Ten uśmiechnął się do mnie smutno . Nie wiedzą  jak się mam zachować odwróciłam od niego wzrok .
- Elena możemy porozmawiać?  - zapytał stając obok mnie .
- Ymm chyba tak- powiedziałam bardzo cicho . Niby chłopak nic złego nie zrobił ale trzymałam go na dystans .  Brunet wyciągnął swoją dłoń by pomóc mi wstać z krzesła . Po krótkim zastanowieniu się delikatnie ją złapałam

. Nathan korzystając z okazji splótł nasze palce . Ignorując ciepło bijące w moim brzuchu ruszyłam w stronę mojego pokoju ciągnąc przy okazji za sobą Sykesa . Będąc już w środku puściłam jego dłoń by wygodnie położyć się na łóżku . Dwudziestolatek postąpił  tak samo . Wtuliłam się w jego tors . Dopiero wtedy poczułam jak szybko bije jego serce,  które stopniowo się uspakajało . Zaczęłam kreślić różnorakie kształty na jego ramieniu .
- Jak było na spotkaniu?  - zapytał bawiąc się moimi włosami zaplątując je sobie na palce .
- Fajnie...- odparłam krótko .
- Co robiliście?
- Byliśmy na meczu a potem poszliśmy coś zjeść .... Kim dla ciebie jest Ann?  - powiedziałam zanim zdążyłam się ugryźć w język .
- Nikim ważnym ... dzisiaj przyszła poprosić mnie o pomoc .
- A konkretniej?
- Właśnie straciła pracę oraz mieszkanie . Nie ma gdzie się podziać ...
- Zamieszka tu?
- Nie wiem ... powiedziałem,  że nie mieszkam tu sam i nie mogę za wszystkich zadecydować ...
- A ona co na to?
- Poprosiła mnie czy mógłbym porozmawiać z innymi o tym wszystkim,  wyjaśnić całą sytuacje .
- Dlaczego nie mogła sama z wszystkimi pogadać?
- Jest jej wstyd . Zniknęła na dwa lata nie dając jakiegokolwiek znaku że żyje . I do tego ma dziecko . Na razie powiedziała mi że nie jest gotowa mówić dlaczego wtedy rak postąpiła... teraz jest w hotelu i czeka na moją wiadomość .
- Przepraszam,  że tak cały czas pytam,  ale...
- Nie,  jest ok . - pocałował mnie w czubek głowy przerywając mi . - Chce wiedzieć co o tym wszystkim myślisz...- co ja o tym myślę?  Dokładnie to złość . Nie mam pojęcia dlaczego,  ale nie znając dziewczyny nienawidzę jej .... ale to nie o mnie tu chodzi . Muszę pomóc jej dziecku...
- Ufasz jej?
- Tak . - odpowiedział bez wahania przez co trochę posmutniałam .
- To może warto spróbować .
- Muszę  porozmawiać z resztą .
- To idź teraz . Im szybciej tym lepiej .
- Zaraz- powiedział nachylając się nade mną by delikatnie wypić się w moje usta ....

                          ~~~~~~~~~~


Tak jak myślałam po godzinnej rozmowie reszta zgodziła się by Ann wprowadziła się do nas . Były wymieniane wszystkie za i przeciw ... i no cóż wygrała . W tych rozważaniach nie brałam udziału . Nie chciałam się udzielać,  ponieważ wiedziałam,  że i tak nikt nie weźmie mojego słowa pod uwagę .
Także wyszło na to że dziewczyna miała przyjść z wszystkimi torbami wieczorem . Starałam się zachować spokój ale i tak się bałam . Nie wiem dlaczego ale miałam złe przeczucie co do tego wszystkiego ... no i muszę się przyznać,  że nie przepadałam za Ann.
Ze zdenerwowania zaczęłam robić przysmaki na kolację,  które najzwyczajniej zrobiłam w ekspresowym tępię .

Siedziałam w salonie z wszystkimi domownikami czekając na dziewczynę . Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi momentalnie każdy zrobił się poważny . Seev poszedł otworzyć po chwili wracając z dwojgiem ludzi . Prześliczna blondynka stanęła z niemowlęciem trzymającego na rękach w salonie . Była lekko speszona całą tą sytuacją .
- Część- odezwała się lekko speszona . Po chwili każdy zaczął się z nią witać oraz  bawić z małym chłopczykiem oprócz mnie i Nathana . Niepewnie podeszłam do niej . Bałam się,  że mnie wyśmieje . Ja w porównaniu do niej byłam szkaradną osobą która nie powinna w ogóle znaleźć się u jej boku .
- Jestem Elena- przywitałam się z nią wyciągając w jej stronę rękę upewniając się wcześniej że niemowlę znajduje się w ramionach Toma . Posłałam jej lekki wymuszony uśmiech, który miałam wyćwiczony do perfekcji .

- Anna- powiedziała mocno ściskając moją dłoń uśmiechając się sztucznie . Na mojej twarzy pojawił się grymas bólu . Wyrwałam rękę z jej uścisku po czym zaczęłam ją rozmasowywać . Już wiedziałam na sto procent,  że się nie polubimy . Moje przypuszczenia zaczęły się sprawdzać....


___________________________________________

Jest może krótki ale chyba dużo wyjaśnia hehe .
Taki mały przypływ wolnego czasu :)

Jeżeli ktoś ma do mnie jakieś pytania czy po prostu chcę popisać to piszcie tutaj :

n.wiktoria1998@wp.pl

Do nn :*